Niebawem stuknie sto lat od momentu, w którym Polska stała się niepodległym państwem (po 123 latach zaborów - czy rozumiemy dziś, co to faktycznie znaczy?) Ostatnio z każdej strony słyszę utyskiwania - najgłośniejsze przedwczoraj na poczcie. Dziwne, bo mimo wszelkich problemów/niedogodności/a czasem patologii (używając wielkich kwantyfikatorów) nadal jesteśmy krajem demokratycznym, choć nie wszyscy tak chcą to widzieć.
Jesteśmy wolni, przynajmniej zewnętrznie Możemy oddychać pełną piersią, możemy działać i zmieniać rzeczywistość. Od wczoraj, od rozmowy z B. chodzi mi ta myśl po głowie. Jesteśmy wolni i rzadko kiedy ten fakt doceniamy.
I nie, w c a l e n i e musimy porównywać się z tymi, którzy "mają gorzej", choć wystarczyłoby zajrzeć za wschodnie granice. Może warto zwyczajnie docenić ten fakt i w ten sposób poświętować dziś? A może warto corocznie, właśnie przed 11 listopada dokonać rachunku zysków i strat, dokonujących się w sferze publicznej/społecznej z naciskiem na "zyski", czyt. wszelkie pozytywne zmiany. Od wczoraj chodzi mi też po głowie inna myśl: czym jest dla mnie Polska i jaką Polskę chcę pokazywać swoim dzieciom? Nie mitycznym, ale faktycznemu, namacalnemu JeJe. Za rok, za dwa zaczną się pytania. I odpowiedzi. Czy Polska to pamięć przeszłości (ale czego? przegranych powstań i narodowych mitów?), czy raczej praca u podstaw "tu i teraz" na rzecz "lepszego jutra" (tak, każdy je rozumie inaczej). A może po trochu jednego i drugiego, zwyczajnie i bez zadęcia. jak to w życiu, bo nic nie jest czarno-białe. My w każdym razie wywieszamy dziś flagę i idziemy świętować. Po swojemu, ale z refleksją, że jest nam lepiej niż mojemu dziadkowi, który jako chłopaszek stał w tłumie gapiów pod odwachem, patrząc na rozbrajanie żołnierzy austriackich. Szczęśliwie on też się doczekał.
Prolog Pamiętacie Billy'ego Elliota? Chwytający za gardo film o chłopaku z przedmieść, co nad życie kochał tańczyć i bezkompromisowo szedł swoją drogą. Dzięki talentowi, pasji i ciężkiej pracy (oraz wsparciu rodziny) osiągnął sukces. Co jest n i e t a k z Billym? Ano Billy jest pasjonatem baletu - dyscypliny tańca, postrzeganej jako dziewczyńska. Znacie pewnie te epitety, kierowane do dziewczyn i kobiet: "chłopczyca", "babochłop" itepe. Znacie przekazy, jakimi faszeruje się chłopców: "nie bądź babą", "chłopaki nie płaczą", "nie marz się, jak dziewczyna". Albo z drugiej strony - brzmią wam znajomo teksty, jaki karmi się dziewczyny: "nie wypada ci tego, czy siamtego, bo jesteś dziewczyną". Jeśli chłopiec - koniecznie na niebiesko, dziewczynka - tylko na różowo. Im głębiej w życie, tym bardziej dotkliwie i konsekwentnie. Scena pierwsza Rozmawiamy z mężem o naszej na oko dwunastoletniej sąsiadce, która przewodzi osiedlowej szajce dzieciaków. Mąż opowiada, jak z dezynwolturą witała go w windzie. Określenie"chłopczyca" wisi na końcu języka. W tym przypadku chłopczyca ma oznaczać istotę pewną siebie, zdecydowaną, na swój dziecięco-nastoletni sposób charyzmatyczną. W domyśle to cecha chłopięca. Wiadomo - dziewczyny są ciche, potulne i delikatne. Jeśli mówią - szemrzą pod nosem, ledwie je słychać. Nie walczą. Nie konfrontują się. Nie są asertywne. Ustępują przy byle okazji. Scena druga Z przypadkiem napotkaną w sklepie kuzynką, oczekującą potomka grzebiemy w koszu z ciuchami dziecięcymi. Co wyłowię jakiś świetny ciuch dla syna (lniany rampers fioletowo-pomarańczowy, bluzę w gwiazdki, aladynkowe ogrodniczki), nad uchem l przelatuje mi komentarz, że to ciuchy "dziewczyńskie". Udaję, że nie słyszę, bo co na to odpowiedzieć? Że to tylko nasze kalki i przesądy? Że na razie mam je w nosie, póki społeczeństwo się nie upomni o swoje...?
Scena trzecia II Małopolski Kongres Kobiet. Siedzę na widowni. Nie mogę sobie odmówić panelu pod hasłem "Równo-wychowanie. Rozterki nie tylko macierzyńskie". Wiadomo - temat rzeka, w zasadzie mój ulubiony mono-wątek ostatnio, kręcę się wokół niego namolnie, jak ćma wokół świecy. Paneliści na scenie okazują się na tyle zróżnicowani (słyszalny głos tradycji w wykonaniu jedynego w gronie faceta krąży złowieszczo nad salą). Koniec końców robi się gorąco, choć dyskusja toczy się bardzo kulturalnie. No dobrze, zacznijmy od tego, czy dzieci, zależnie od płci się różnią. Mit 1. Dziewczynki są: uczuciowe i wrażliwe. Chłopcy: dzielni, silni, kompetentni. Prawda
Nawet rodzice małych dzieci, które nie miały jeszcze okazji objawić światu swoich wrodzonych właściwości, odwołują się do cech, przypisywanych zwyczajowo płci.
Mit 2.
Dziewczynki z natury są gorsze w matematyce i naukach ścisłych.
Prawda
Do 15 roku życia, dziewczynki idą łeb w łeb z chłopcami. Potem następuje załamanie, które jest skutkiem: niskiej samooceny, braku wsparcia rodziców oraz nauczycieli. Im silniejszy stereotyp, tym większa faktyczna dysproporcja w osiągnięciach między płciami (badania Sandry Berm).
Mit 3.
Kobiety są bardziej empatyczne od mężczyzn.
Prawda
Badania pokazują, że różnica występuje na poziomie kwestionariusza (czyli d e k l a r a c j i). Jeśli zmierzyć reakcję fizjologiczną, istotnej różnicy między płciami nie zaobserwowano.
*
Jedna z panelistek, dziennikarka lokalnego radia i matka różnopłciowych bliźniąt przytomnie zauważa, że dopóki dzieci nie były dotknięte przez wpływ społeczny wszystko toczyło się naturalnym rytmem. Poszły do przedszkola, zaczęło się prostowanie. Chłopcom nie wypada bawić się lalką ani tańczyć baletu.
Czym jest równo-wychowanie? Jest wychowaniem do wolności. Obecni w większości zgodzili się się, że równo-wychowanie polega na stwarzaniu r ó w n y c h s z a n s. Bez względu na płeć.
Doklejam morał dla siebie i męża (może i inni skorzystają): chcesz być uważny, zacznij od siebie. Montaigne mawiał, że nikt nie jest wolny od mówienia bredni. Z pewnością nikt z nas nie jest też wolny od stereotypów.